Powszechnie wiadomo, iż frekwencja wyborcza w Polsce jest bardzo niska. Skąd wynika taka niechęć Polaków do polityki i wyborów oraz jak można to skutecznie zmienić?
PIERWSZA PRZYCZYNA – złe zachowanie parlamentarzystów:
Udział obywateli w życiu publicznym naszego kraju ogranicza się do marudzenia i komentowania afer politycznych. Takie podejście jest dobrze uzasadnione. Oglądając, którykolwiek wieczorny serwis informacyjny, dowiadujemy się o sporach na linii premier – prezydent, bezczynności posłów bądź ich nieuczciwości. Cóż może pomyśleć sobie przeciętny Polak, obserwując taki cyrk polityczny, jaki zapewnia nam np. poseł Palikot? Frekwencja wyborcza doskonale odzwierciedla nastroje panujące wśród społeczeństwa, które do najlepszych nie należą, podobnie jak zachowanie posłów. Tak, więc jedno wynika bezpośrednio z drugiego i jest względem siebie bardzo dobrym miernikiem. Uważam, że kluczem do sukcesu jest nauczenie posłów podstaw savoir-vivre`u, którzy powinni być przykładem właściwego zachowania i elegancji. Takich polityków potrzebuje Polska, żeby Polacy uwierzyli, iż pójście na wybory to moment decydujący o przyszłości ich oraz tego, co ujrzą w codziennych wiadomościach.
DRUGA PRZYCZYNA – sposób głosowania:
Forma głosowania w Polsce jest mało wygodna. Istnieją w Europie kraje, które urozmaiciły nieco sposób wyborów, tak aby obywatele mogli dokonać wyboru praktycznie wszędzie. Mam tu na myśli drogę sms`ową, bądź emaliową. Polska arena polityczna niczym pozytywnym nie zaskakuje, nawet brak tam pomysłowości i kreatywności, a co dopiero wymagać od zwykłego człowieka.
TRZECIA PRZYCZYNA – historia:
Wybory są ważnym elementem demokracji, gdyż dają możliwość kontroli nad osobami sprawującymi władzę. Jednakże Polacy czują się bezradni wobec polityków i ich zarządzeń. Więc jaka to kontrola? Demokracja w Polsce jest bardzo młoda, zaledwie dwudziestoletnia. Brak zainteresowania polityką wynika z przyzwyczajeń i złych wspomnień, które ugruntowały się w podświadomości Polaków po latach systemu komunistycznego, gdzie panowała odwrotna zasada. To państwo kontrolowało obywateli, którzy nie mieli prawa sprzeciwu. Niską frekwencję wyborczą można tłumaczyć częściowo spuścizną PRL-u. Myślę, że komisje wyborcze będą miały więcej liczenia dopiero, gdy nasze najmłodsze pokolenie Polaków, niepamiętające totalitaryzmów i nacisku władz, dorośnie, a uzyskawszy pełnoletniość wybierze się do urn wyborczych, aby głosować dla lepszej przyszłości kraju.
CZWARTA PRZYCZYNA – niska kultura polityczna obywateli
Mała frekwencja świadczy o nikłym zainteresowaniu Polaków sprawami publicznymi. Model zaściankowy jest charakterystyczny dla społeczności, które swą ciekawość skupiają wyłącznie na ogólnie pojmowanym zaścianku, czyli własną miejscowością i rodziną. Taka sytuacja ma miejsce w Polsce od dawna. System wyborów do parlamentu dla większości wyborców jest tak skomplikowany, że nie chce im się ślęczeć z długaśnymi listami kandydatów i wybierać na chybił-trafił. Nie wiedzą, czy mają postawić krzyżyk przy nazwisku znanego im kandydata, który znalazł się na pozycji 12., czy przy nazwisku 1. osoby na liście, aby ta lista wygrała. System liczenia głosów jest dla 99% wyborców także wielką niewiadomą. Aby zmienić podejście do polityki i wyborów należy zwiększać wiedzę na temat zasad życia publicznego, struktury organów itp.
PIĄTA PRZYCZYNA – lenistwo
Codzienna ospałość i próżniactwo to powód opłakanego stanu urn wyborczych. Przeciętny Polak po trzydziestce nie wychodzi z domu, gdy wróci już z pracy. Zmęczenie jest rezultatem monotonii i ciągłej rutyny zarówno domu i pracy. Jak wiadomo dzień wyborów to także dzień wolny. Korzystając z weekendu, niektórzy wolą wyjechać aniżeli głosować, bo przecież to takie nudne Najlepszym sposobem, aby temu sprawnie zaradzić, to ustanowić wybory jako obowiązkowe dla każdego pełnoletniego obywatela, mogącego głosować. Wysokie sankcje finansowe na pewno pomogą, gdyż Polak to zazwyczaj skąpiec.







Oto jeden orb dla przykładu z mojego pokoju… Co dziwne są tylko w moim pokoju…