Chińskie obowiązki – seminarium.
Dokładnie za tydzień o tej porze już będzie po wszystkim. Ale mnie stres zżera. O czym mowa? O mojej chińskiej powinności. Trochę kosmicznie to brzmi, ale to jest obowiązek. Wobec wielu osób i mnie samej też. Seminarium Wing Tsun pierwsze w życiu. Wogóle jeszcze nie spotkałam się z taką sytuacją, dlatego bardzo się denerwuje. Sifu będzie w u nas. Pewnego rodzaju oksymoron. Paradoksalna sytuacja, a jednak realna. Będzie. Czy ktoś tego się spodziewał? Ja nie. Tym bardziej należy wtedy być. Jednak niektórzy tego nie doceniają. Nie rozumiem ich. Może i dobrze, bo po co zapuszczać myśli w tym kierunku i zrozumieć filozofie takiej jednostki, która świadomie się naraża i marnuje. Nie mam tu na mysli jakiś wielkich osiągnięć, ale to marnowanie tego czego się uczyliśmy dotychczas. Ja umiem tyle co mini kropelka w oceanie, ale są tacy co umieją troche więcej i chyba im to wystarcza. Takich osób na seminarium nie będzie, bo uważają to za zbędne w dalszym rozwoju WT. O czym to świadczy? Dla mnie to jedynie o niedorozwoju. Bo wymówki, typu brak funduszy można przezwyciężyć. Ja dałam rade. Dużym kosztem. Naprawde dużym. Tu nie chodzi o to, że za te pare stówek mogłam coś kupić. Miałam inny problem. Ktoś postawił mi pytanie: albo to ( nie chce pisać co) albo WT. Wybrałam. I będe. Miałam nie zaliczać stopnia uczniowskiego, ale zrobie to. Boje się, że będe potem żałować. Nie chce tego. Znając siebie znowu potem zrobiłabym coś głupiego. Tak jest jak nie można choć troche być sobą, wszyscy chcą cię udusić a świat rząda ofiar. Nie wiele brakowało bym to ofiarą była. Więc nie zmarnuje 8 miesięcy nauki i zdam ten egzanim… tak myśle. Bo jak nie, to więcej się nie pokaże i będzie po WT i po mnie też. Narazie jeszcze żyje, a za tydzień? Czas pokaże.

Dodaj komentarz