mmm

Just another WordPress.com weblog

Dwa kroki do przodu… maj 28, 2008

Kategoria wpisu: wing tsun — marta3004 @ 9:42 przed południem
Tags: , , ,

Emocje opadły… juz po wszystkim. Okazało się, że nerwy były nie potrzebne. Stres mnie zżerał cały tydzień. W piatek, czyli dzień przed z tego wszystkiego zapomiałam iść na kolejny wykład z  prawka jazdy, a dziś bedę jechać ( o ile mi się uda) samochodem sama. Sifu Marek nie zabił (ale pewna koreanka próbowała, hehe - pozdro dla Moniki). Naliczyłam kolo 12 siniaków i krwiaka nad kolanem od kopnieć.(Chłopak mnie zapytał: Czy jesteś masochistką?- hehe…) Sobota - 4 godz. Niedziela - 4 godz treningu również. Oczywiście najbardziej stesujące z tych 8 godzin było ostatnie 30 min, przy okazji tez najbardziej męczące. Czemuż to? A temu, że odbywały się egzaminy na przeróżne stopnie uczniowskie. Pięć osób na 1 st. ucz., jedna na 2 st. ucz, jedna na 3 st. ucz.  i  dwie na 8 st. ucz. Ja, znajoma koreanka i jeszcze jedna osoba dostaliśmy wyjąktowy bonus. Mogliśmy przystapić do następnego egzaminu zaraz po zaliczeniu pierwszego. W ten sposób uczyniłam nie jeden, ale dwa kroki do przodu, posiadając 2 st. ucz. WT. Cieszę się niesamowicie. Takie seminarium jest bardzo motywujące na przyszłość. Daje poprostu kopa, takiego żeby uczyć sie dalej, więcej i bardziej intensywnie. Tylko jedno pytanie?  A czemu dyplom jest napisany po węgiersku? (chyba?)  I tak znam odpowiedź…

podczas pierwszego dnia seminarium…

 

Mały czy duży problem? kwiecień 28, 2008

Kategoria wpisu: wing tsun — marta3004 @ 2:21 pm
Tags: ,

Ostatnio pojawił się podczas rozmowy z instruktorem temat (jak on to powiedział) ,,turystów” na treningach, które odbywają się bez jego udziału. Tzn. poza sobotami z Sihingiem ćwiczymy sobie w tygodniu na salce w pewnej szkole. Zaje fajny pomysł… Mi nawet sie krew się polała :)  Ale pojawiło sie wielkie ALE…. możemy tam ćwiczyć bez niego, ale pod warunkiem, że będą tam sami swoi. Nikt z zewnątrz nie może z nami trenować. Do czasu tak chyba było. Nie wiem dokładnie, bo ćwicze tam od nie dawana z innych względów (nie będe o tym pisać). Jednak w pewnym momencie Sihing dostał od nas kinderjajko z niespodzianką. Niestety zabaweczka w środku była popsuta… Jak ja zaczęłam przychodzić na treningi w szkole to pan R juz tam ćwiczył wcześniej. On jest właśnie tym negatywnym surprise`em. Dlaczego? Bo nie poznaje technik u instruktora i nie przychodzi na jego treningi. Właściwie pojawił sie ze trzy razy w soboty i znikł. Osobiście sama zdziwiłam się widząc go tam, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Zrobiła się z tego afera, ponieważ koleś nie trenuje Wing Tsun a poznaje techniki WT i to właśnie przez nas samych.  Sihing się o tym dowiedział i oświecił nas co z takiego chorego układu może się wykluć, a lepiej temu zapobiegać:

Po pierwsze: taki Pan R będzie niedouczony w technikach WT - my mu tego nie pokarzemy i nie wytłumaczymy jak instruktor. Po drugie: w konsekwencji Pan R może rozpowiadać, że uczy się WT w innych klubach sztuk walki i nie tylko (bo przecież niby sie uczy).   Po trzecie: to co powie o WT innym nie bedzie napewno dobre… bo on sam tego dobrze nie zna. Po czwarte: opinia o Wing Tsun w moim mieście bedzie zmasakrowana, a to małe miasto i szybko sie rozniesie, że  WT jest lipne, bo jakiś kolo, który to ćwiczy nic nie umie. A szczególnie wśród ludzi ćwiczących inne sztuki walki. Po piąte: Kto dostanie opierdol za to? Kto poniesie konsekwencje? Sihing. A on do tego się absolutnie nie przyczynił.

To jest właśnie łańcuch porażki Wing Tsun w moim mieście. Więc lepiej zapobiegać i nie narażać Wing Tsun na hańbe. Nigdy bym tego nie chciała. Nigdy. Każdy klub dba o swoja opinię i ucznowie tej szkoły WT też powinni.

Wniosek jest tylko jeden.

Pan R musi zniknąć lub jako osoba z zewnątrz zostanie wchłonięty i też będzie uczył się u źródła.

To zależy tylko od niego. Ciekawe kto tą sprawę z nim załatwi?